Podróże po Polsce
MÓJ ADRES...  CAŁY ŚWIAT !

Kazimierz Dolny

Nie ma chyba drugiego tak znanego miasteczka w Polsce. Kazimierz Dolny co roku przyciąga w sezonie dziesiątki tysięcy turystów. W weekendy jest tu tłoczniej niż na Krupówkach. Dlatego do Kazimierza warto przyjechać poza sezonem. Najlepiej jesienią, kiedy lasy zaczynają się złocić i czerwienić. O tej porze roku Kazimierz przyciąga artystów.

Miasteczko stare jak Polska. Nazwę zawdzięcza donacji, jaką Kazimierz Sprawiedliwy (początek XII wieku) uczynił na rzecz sióstr Norbertanek. Ziemie wokół osady powróciły do dóbr królewskich w XIV wieku – i jako miasto lokował je inny wielki król – Kazimierz Wielki. Miasto podwójnie królewskie prężnie się rozwijało aż do szwedzkiego Potopu. Jak wiele miejsc w Polsce po fali grabieży, pożarów, zniszczeń nie wróciło nigdy do dawnej świetności. W pewien sposób każdy, kto przyjeżdża do Kazimierza podświadomie czuje, że w tym miejscu czas się zatrzymał nie dziesiątki, ale setki lat temu. Mimo coraz lepszej infrastruktury (powstają tu coraz bardziej prestiżowe hotele, oferujące – wzorem pobliskiego Nałęczowa – usługi SPA), mimo coraz bardziej okazałych i różnorodnych restauracji, Kazimierz Dolny ma coś absolutnie nienowoczesnego, prowincjonalnego, niematerialnego wręcz. Przyjeżdżając do Kazimierza w październiku, listopadzie czy grudniu ma się czasem wrażenie, jakby odwiedzało się skansen, w którym mieszkańcy świetnie grają swoje role.

Jest Kazimierz Dolny świadkiem – a raczej organizatorem – wielu kulturalnych przedsięwzięć, koncertów, wystaw, przeglądów teatralnych i filmowych. Ma ku temu predyspozycje. Mnie najbardziej utkwiły w pamięci „Nieszpory Ludźmierskie”, wystawione na Kazimierskim rynku lata temu. Czarodziejska atmosfera unosząca się nad miastem w czasie spektaklu i wiele godzin po jego zakończeniu sprawiła, że Kazimierz Dolny jest dla mnie magnesem, któremu nie potrafię się oprzeć.
Kazimierz Dolny to oczywiście zabytki. Sam rynek jest zabytkiem, drewniana studnia, kościół farny, domy wokół rynku, zamek – tuż za kościołem farnym, i basztę do której trzeba podejść spory kawałek. Spichlerze zbożowe (Kazimierz był ważnym miejscem na trasie żeglugi handlowej Wisłą). Ale również – wąwozy wokół miasta, którymi można chodzić całymi godzinami. Polecam zwłaszcza wyprawę do Kuncewiczówki wąwozem Małachowskiego. Niezapomniane, romantyczne przeżycia gwarantowane.

I wreszcie – galerie i muzea. W Kazimierzu od wieków malowali znani artyści, i nie inaczej jest dziś. Nic więc dziwnego że w niewielkim mieście indywidualnych galerii (głównie malarskich) jest blisko dwadzieścia. Poziom prezentowanych prac jest różny, ale można znaleźć prawdziwe cacka.

Trudno wyobrazić sobie pobyt w Kazimierzu, zwłaszcza taki dłuższy niż jednodniowy bez wyprawy do Janowca Lubelskiego. Wyprawy – czyli przeprawienia się promem najczęściej, bo zamek, filia Muzeum Nadwiślańskiego, znajduje się dosłownie na drugim brzegu Wisły. Siedziba wielkich rodów magnackich – m.in. Firlejów i Lubomirskich – oferuje gościom wspaniałe tarasy widokowe, dziedziniec i krużganki do zwiedzania i ciekawe zbiory prezentowane w Domu Północnym, dokumentujące historię zamku.

Zawsze, gdy jestem w Kazimierzu, wpadam na herbatę do Herbaciarni u Dziwisza, przy ulicy Krakowskiej. Obłędne ciasto kajmakowe, herbata z konfiturami z wiśni, kruche ciasteczka – jest w czym wybierać. I wystrój, dzięki któremu człowiek czuje się jak w domu. Filiżanka herbaty i od razu wiem, gdzie jestem. Dla tych, którzy nie przepadają za herbatą – „U Dziwisza” serwują świetną kawę. A to wszystko przy dźwiękach muzyki klasycznej. Co wcale a wcale nie zraża młodzieży, która na herbatę wpada tu całymi grupami!

Restauracji w Kazimierzu Dolnym jest bez liku – większość oferuje dania kuchni polskiej, ale i pizzę można zjeść, i bodaj jakieś chińskie dania również. Osobiście uwielbiam grilla w Domu Michalaków przy ulicy Nadrzecznej (róg Małachowskiego).

Miejsc noclegowych i w samym Kazimierzu, i w okolicach również jest sporo. Moje serce podbił niezwykły, znajdujący się ponad miasteczkiem (choć ciągle w jego obrębie) pensjonat Folwark Walencja. Gospodarze bardzo się postarali, by urządzić pokoje dla gości ze smakiem, wygodnie i stylowo. Od czasu, gdy spędziłam tam kilka uroczych dni w Pokoju Lazurowym, minęło sporo czasu – i przybyło tyleż alkierzy i apartamentów. Naprawdę polecam!


Anna Kozłowska
Tworzenie stron WWW - Kreator stron internetowych