Wawel, Rynek Główny, Barbakan – to miejsca w stolicy Małopolski tak oczywiste, że aż banalne. Każdy, kto przyjeżdża na wycieczkę do Krakowa po raz pierwszy, musi je zobaczyć i kropka. Ale Kraków ma do zaoferowania o wiele, wiele więcej. I z roku na rok miejsc, które warto odwiedzić, przybywa.
W ostatnich latach na listę „miejsc oczywistych” wpisał się również Kazimierz, dawna żydowska dzielnica miasta, z kilkoma ocalałymi synagogami, Placem Nowym, uliczkami, które pełne są teraz kawiarni, pubów i restauracji. Trudno uwierzyć, że jeszcze dziesięć lat temu Kazimierz jako centrum życia nocnego dla krakusów i turystów zaledwie raczkował. Dziś oferta się zmienia tak szybko, że ciężko coś zarekomendować. Jak dla mnie, odkryciem jest niepozorna knajpka, bar raczej – Coca Typical Sycylia Food przy ulicy Kupa. Świetne makarony, znakomite przekąski a najlepsze na świecie – ciasto czekoladowe (w dwóch wersjach, czysta czekolada i czekolada z pomarańczą). Niebo w gębie. Tyle, że miejsca zabójczo mało.
Dziś rolę „raczkującego” przejmuje w coraz większym stopniu Podgórze. Dzielnica, założona przez Austriaków jako konkurencyjne wobec Krakowa miasto, potem stopniowo degradowana do dzielnicy robotniczej, dziś staje się modna. Co prawda główna arteria – ul. Kalwaryjska – przypomina raczej bankową promenadę, zaś ul. Limanowskiego – ulicę miasta powiatowego, na której królują małe spożywczaki, ciucholandy i sklepy ze sprzętem AGD, jednak wystarczy zboczyć nieco z głównych ulic, by dostrzec duży potencjał Podgórza. Na razie koncentruje się on w pobliżu otwartej jesienią „kładki Bernatki” – mostu dla pieszych i rowerów, który łączy Podgórze z Kazimierzem. Po podgórskiej stronie już od kilku lat funkcjonuje kilka klimatycznych knajpek (m.in. ślimakarnia, makaroniarnia i kultowy pub Drukarnia), powstają też nowe. Olbrzymi potencjał ma Zabłocie – do niedawna rejon magazynów i składów węglowych (to też zresztą warto zobaczyć, póki jeszcze ten przemysłowy krajobraz istnieje). Dziś na Zabłociu powstają luksusowe lofty, od niedawna działa Muzeum Fabryka Schindlera. W dawnych budynkach administracyjnych fabryki Oskara Schindlera, który uratował ponad 1,1 tysiąca Żydów z krakowskiego getta powstało muzeum, które przenosi zwiedzających do Krakowa czasów wojny i okupacji, miasta które żyło jakby na marginesie strasznych wydarzeń (oprócz dramatu uwięzienia profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego życie toczyło się tu w miarę normalnie), jednocześnie przeżywając cały koszmar wojny, z likwidacją getta włącznie.
Podgórze to również Krzemionki. Jeszcze na wpół dzikie, z proaustriackimi fortyfikacjami i jednym z najstarszych w Polsce romańskich kościółków (św. Benedykta, możliwość zwiedzania tylko we wtorek po Świętach Wielkanocnych, podczas odpustu Rękawka) umożliwiają spojrzenie z góry na całą panoramę miasta – choćby dlatego warto się tam wdrapać.
Piękny, i równie dziki kawałek Krakowa to Zakrzówek. Czarodziejskie miejsce – Skałki Twardowskiego, las i spory zalew, który powstał w miejscu dawnego kamieniołomu. Zakrzówek jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu był po prostu podkrakowską wsią (niemal), choć leży tuż obok Kapelanki, ruchliwej krakowskiej trasy. Krakowianie latem dość tłumnie ściągają nad zalew, choć kąpać się obecnie tam nie można. Modne są również spacery i wspinaczki po skałkach, wśród których – jak głoszą krakowskie legendy – Twardowski prowadził swoją szkołę magii i czarnoksięstwa. W rzeczywistości jednak mistrz Twardowski (ten sam, który sprzedał duszę diabłu) działał na terenie podgórskich Krzemionek!
Miejscem magicznym są również krakowskie bulwary wiślane. Turyści okupują ich niewielki skrawek – pod samym Wawelem, gdzie ogniem zionie Smok Wawelski, i gdzie straszą niezliczone kramy z pamiątkami. A przecież bulwary są naprawdę długie! Gdy przejdziemy mostem Grunwaldzkim pod dawny Hotel Forum (wielki betonowy straszak), mamy gratis wspaniały widok na Wawel i kościoły mieszczące się na łuku między Wawelem a Podgórzem. Jeśli udamy się spod Wawelu w okolice Salwatora, zaliczymy nie tylko zdrowy spacer, ale będziemy mogli wdrapać się w okolice Kopca Kościuszki, najbardziej chyba rozpoznawalnego krakowskiego wzgórza. Zwłaszcza przy pięknej pogodzie warto rozważyć zakup biletu i wejście na sam Kopiec. Widoki z niego są bezcenne (naprawdę widać panoramę Tatr)!
A poza tym? Wyprawa tramwajem do Nowej Huty, wyjazd do Tyńca, zakupy na straganach pod Halą Targową, krakowskie obwarzanki, najlepiej jeszcze ciepłe, czyli kupowane rano, niemal prosto z piekarni. Taki jest właśnie magiczny, nieoczywisty Kraków.
Anna Kozłowska